WŁADCA PIERŚCIONKA: VOL. 1

"...... - Naprzód - krzyknął. - Jeszcze nam nie wolno zasnąć. Najpierw trzeba sie wydostać z lasu.
Tamci jednak byli zbyt senni, żeby zważać na przestrogi. Sam stał przy nich z ogłupiałą mina, ziewając i mrużąc oczy.
Nagle Froda także opanowała senność. W głowie mu sie zakręciło. Dokoła zaległa niemal zupełna cisza. Frodo uniósł ciężkie powieki i zobaczył nad sobą schyloną ogromną wierzbę, sędziwą i omszałą....."

J.R.R. Tolkien

"....Wfypieldalamy zstond kulwa tzcwoki - zapluł sie Frodo. - Ne zsbpatzc. Najpielwf ceba z lasu ganitzc.
Tamci jednak byli zbyt szybcy, żeby ugotować zupe.
- Nie chce mi się iść - odparł Sam i sie zesrał. - Chce mi sie spać - dodał po chwili i wypił butelke oranżady..
- Ne moszemy tzspatzc, bo nas wiezsba rozspierdowoli - wyswiechtał Frodo i ekstremalnie się uśmiechnął.
Wierzba była duża, groźna i mogła ich rozpierdolić. Aczkolwiek, bynajmniej była stara i zdrewniała. Nie mniej jednak transcendentne pochodzenie rosłego drzewa wskazywało na wielkie zaangażowanie rosliny w swoją traumatyczną egzystencję.
Nagle wierzba rozpierdoliła Sama. Frodo rzucił się w niekontrolowanym pośpiechu na morderczą roslinę, która okazała się nie być wierzbą tylko Pippinem, który z kolei okazał się być Frodem. Zatem Frodo rzucił sie na samego siebie.
- Kulwa - parsknął zanurzając się w toni swojego jestestwa.
- Ojej - dorzucił oburzony Pippin i wierzba go również rozpierdoliła. W tej samej chwili Merry się zutylizowal.
Frodowi zrobiło sie goraco i wkrótce zastygł. Jego kompaniacy zostali okrutnie zamordowolnięci przez eksternistyczną, podłą, komunistyczną wierzbe. Nie tak to sobie wyobrażał. Myślał, że bez problemu uda mu się dotrzeć do Rivendell podglądać Elfów pod prysznicem. Życie jednak i tym razem go obrzygało.
- Dobla, mam to w dupie - zaseplenil Frodo, włożył magiczny pierścionek, zamienił się w żabę i poszedł popluskać sobie w stawie...."